wieczór w parowozowni

wieczór w parowozowni

Pewnego listopadowego wieczoru, gdy już uwolniłam się od obowiązków, zatrzymałam się w wolsztyńskiej parowozowni. Tylko na chwilę, bo wieczór był zimny… Chwila przeciągnęła się do baaaardzo długiej chwili 😉

wolsztynska parowozownia parowozy

Uwielbiam to miejsce ogólnie, a w szczególności właśnie w takich chwilach, gdy nie ma już prawie nikogo, gdy można sobie pobuszować bez problemu i nacieszyć się parowozami, które już tylko sapią powoli odpoczywając po całym dniu albo śpią w oczekiwaniu na nową trasę.

wolsztynska parowozownia parowozy

wolsztynska parowozownia parowozy

wolsztynska parowozownia parowozy

wolsztynska parowozownia parowozy

wolsztynska parowozownia parowozy

wolsztynska parowozownia parowozy

Dobraaaanoc 🙂

parowóz na Marcina

parowóz na Marcina

Dzień od rana był kapryśny – w powietrzu fruwało wszystko: deszcz, liście, moja chusteczka do czyszczenia soczewek… Że nie wspomnę już o zimnie, które wietrzysko wzmagało…

parowoz ol49-59
trochę jesieni / a little bit of fall

Dzień zaczął się nie tak jak miał… podczas drogi na pierwsze miejsce z mojej koncepcji (wymyślanej wieczorem w stanie chyba już nie do końca przytomnym jak widać po efektach), uświadomiłam sobie, że przecież, jak pojadę tak daleko, to nie zdążę na kolejne miejsce… Więc punkt pierwszy został wybrany po drodze, bardzo spontanicznie… ale potem już było tylko lepiej 🙂

parowoz ol49-59
tu też nie było planowane 😉 / I didn’t plan this place, either ;)

Bo jak to zwykle bywa dźwięk zbliżającego się na pełnej epie parowozu, a chwilę później jego widok wynagradza wszystko! 🙂 Marznące paluszki już się wtedy nie liczą 😀

parowoz ol49-59
wokół Poznania / around Poznan

PS. Uszanowanie dla kolegów spotkanych na szlaku 🙂

parowoz ol49-59
kolorowo / colorful

Cypr 2017 – 10 – wieczorne zwiedzanie

Cypr 2017 – 10 – wieczorne zwiedzanie

cyprCypr, Limassol          21.10.2017          2 611 km

Jest już późne popołudnie, a chcielibyśmy jeszcze jakąś plażę dziś zaliczyć. Wybieramy tą w Limassol, będzie 2w1 – plaża, a potem zwiedzanie miasta.

malowany dom limassol cypr
malowany dom w Limassol / painted house in Limassol

Najpierw trzeba gdzieś zostawić auta. Wjeżdżam w boczną uliczkę. Miejsc mało, ale coś tam udaje się znaleźć. Tylko że… zaparkowałam na podwójnej żółtej linii. Między innymi autami lokalsów. Hmm, nie pamiętam co oznaczały żółte linie na Maderze, a nie ma jak do internetu zajrzeć. Pytam przechodzącego kolesia, koleś się ze mnie śmieje, że spoko, przecież jesteśmy na Cyprze 🙂 No tak, ale auto z czerwonymi numerami jednak się trochę w oczy rzuca 😉 Pytam drugiego, też mówi, że spoko, że policja raczej pilnuje przy plaży i głównej ulicy, a nie tu. Ok, no to już jestem spokojna, przeczucie też mi mówi, że nic się nie stanie.

limassol wieczorem cypr
Limassol wieczorem / in the evening

Idziemy na plażę. Nie ma w pobliżu żadnej pity, żeby coś zjeść, więc w sklepiku kupuję paluszki za 0,60 euro.

Plaża nie jest tu ładna, właściwie najgorsza plaża, na której byliśmy – piasek jest mokry, pełno śmieci, trzeba uważać, żeby w coś nie wdepnąć. I powoli robi się już zimno. I jest pełno Rosjan z pobliskich wielkich hoteli.

limassol cypr
Helloween tuż tuż / it’s time for Helloween

Zachód słońca i tak byłby za hotelami, więc przed zachodem zabieramy auta i jedziemy bliżej starego miasta. Główna nadmorska ulica, która prowadzi do centrum zamknięta, jakaś impreza się chyba szykuje czy coś. Niedaleko jest piękny wielki parking, ale trochę od starego miasta daleko… a już myślałam, że mi się uda i nie trzeba będzie się do ruchu w centrum włączać 😉 😉

Korki są, uliczki wąskie są i wszystko byłoby pięknie, ale wciąż jeszcze nie czuję się pewnie z tym lewostronnym ruchem, a tym bardziej w takich warunkach, więc wjeżdżam na mały płatny parking między domkami. Koszt 2 euro, do siódmej rano.

limassol cypr
w knajpach pełno / restaurants are full

No to teraz możemy iść poszukać czegoś do jedzenia w końcu. Knajp jest mnóstwo i jest urokliwie, ale wciąż coś nam nie pasuje. Aż wreszcie trafiamy na knajpkę typowo pitowo kebabową z bardzo fajnym tradycyjnym wystrojem, starą maszyną do sprzedawania napojów i podwórkiem z wymalowanymi okiennicami na budynku z tyłu. Jest klimat, jest całkiem dobra pita, siedzi się miło, zapada zmrok.

limassol cypr
wieczorne Limassol / evening Limassol

A skoro brzuchy mamy pełne i zrobiło się ciemno, to… można iść zwiedzać! 😉

Trafiamy na jakiś kościół, gdzie trwa akurat nabożeństwo. Najchętniej zostałabym zobaczyć, ale nie ma czasu 😉

Jest też meczet, obrośnięty wokół knajpami, szukamy do niego wejścia i zaglądamy na chwilę do środka. Wejście prawie ginie wśród okolicznych restauracji. Ludzie przychodzą się modlić.

Obok są zatłoczone uliczki starego miasta, skusiliśmy się na lody, ale moja kulka nie umywała się nijak do włoskich gelati 😉

slub limassol cypr
ach, co to był za ślub! / what a wedding was that!

Kawałek dalej trafiamy na kościół, gdzie akurat odbywa się ślub. Wszyscy wystrojeni, piękna para młoda akurat wychodzi, nie mogę się napatrzeć, bo zawsze jestem ciekawa zwyczajów w miejscach, które odwiedzam. Wygląda to podobnie jak u nas, sypią coś na głowy (coś innego, nie ryż), zapalają zimne ognie, składają życzenia – super!

Wokół fortu pełno knajp, ludź na ludziu, na wieczór świetnie!

A potem trafiamy do mariny… Ach, mogłabym spędzić tu pół nocy! Marina żyje, są ludzie, jest kolorowo. W starych dokach porobione knajpy, centrum nocnego życia Limassol to chyba tu. Podoba mi się bardzo, choć zmęczenie dopada już nas wszystkich, a jeszcze trzeba wrócić na parking i do Pafos.

marina limassol cypr
kolorowa marina / colorful marina

Po drodze znajdujemy jeszcze sklepik i piekarnię obok. Jest baklava (taki spory makaronik 1,35 euro), hura!!! PS. Baklavą nie udało mi się nasycić przez cały wyjazd.

W domu lądujemy po jedenastej i znów nie ma już czasu iść coś zjeść na nasz plac z fajną knajpą.

Ilość przejechanych kilometrów: 159.

graffitti limassol cypr
graffitti

.

Cypr 2017 – 09 – słone jezioro znikło!

Cypr 2017 – 09 – słone jezioro znikło!

cyprCypr, Akrotiri          21.10.2017          2 601 km

Chcemy zobaczyć słone jezioro Akrotiri. Wybrałam na mapie najbliższe miejsce z dostępem do jeziora… A czym to się skończyło…

Wjeżdżamy w jakąś uliczkę przy jakiejś chyba-leśniczówce, ale w środku jest wysoka budka strażnika. I tu zaczyna się off road. To mi akurat nie przeszkadza, bo jechać można spokojnie, ale… przy dróżce stoi sobie wielka tablica. Rzucają mi się w oczy dwa największe napisy: prohibited i 850 euro… Tylko tyle zdążyłam przeczytać, bo skupiałam się na drodze… dziewczyny rozmawiały w tym czasie o jedzeniu i też nie przeczytały 😉 Zdawało się oczywiste, że wjazd zabroniony pod karą powyższą 😉

slone jezioro akrotiri cypr
znikło… / it’s gone…

Dyskusja trwa, jechać, czy nie, prościej by było wrócić i doczytać tablicę, ale nie, toczę się powoli do przodu. Myślę sobie, co tam, jedziemy, najwyżej będziemy udawać, że nie wiedzieliśmy o co chodzi. To już tu, niedaleko, mapa pokazuje mi ścieżki w bok od off roadu z dojściem do jeziora. Droga wygląda jakby jeździły po niej czołgi – wyobraźnia działa, nutka duszy na ramieniu jest, dreszczyk emocji też.

Dróżki z mapki okazuje się, że jakieś są, ale wyglądają faktycznie jak dla czołgu, wycięte w leśnej gęstwinie, a las tu jest porządny, z wysokimi gęstymi trzcinami. Myślę sobie, zostawimy auta i pójdziemy pieszo. Bliska też już jestem zawrócenia (za namową współpasażerów) i poszukania innego dojazdu (qrka felek, niemożliwe, żeby żadnego nie było). I tu do akcji wkracza Marta (no tak, dziewczyny nie widziały tablicy 😉 ) i mówi, pojedźmy jeszcze kawałek dalej… i to była bardzo dobra decyzja! 😀

sol z jeziora akrotiri cypr
sól z jeziora / salt from the lake

Off road prowadzi dalej przez las, po czym skręca w stronę jeziora, przez niskie krzaczki, widć już szare błocko i sól w oddali… jezioro jest wyschnięte.

Zatrzymuję auto na dróżce wśród tych krzaczków, do ‘jeziora’ jeszcze ze sto metrów, a co, żeby przypadkiem nikt nas nie wypatrzył, hehehe, tak, jakby auto na płaskim wcale się w oczy nie rzucało 😀 Nasze to choć na kamuflażowy kolor, ale białe na pewno na równinie widać 😉 Przecież można pieszo pójść – i spacer przy okazji będzie.

Marta odważnie jedzie dalej, więc ładujemy się wszyscy do małego Sparka i podjeżdżamy jeszcze te sto metrów dalej 😉 I to był dobry moment, żeby się zatrzymać, bo jeszcze dwadzieścia metrów i widzimy ślady po autach zakopanych w błocku. Faktycznie, grunt lekko nam się pod butami ugina – im dalej tym bardziej.

Ziemia popękana od suszy, a na ziemi leży sól w kawałkach!

slone jezioro akrotiri cypr
dalej poszedłem boso… / then I went barefoot…

Zabawa jest świetna, wiaterek wieje, słoneczko świeci, wielka pusta słona przestrzeń przed nami, nic tylko iść przed siebie! No ale na to nie ma czasu, w zamian robimy sobie śmieszne fotki i żegnamy słone jezioro. Miejsce jest super!

Później okazało się, że od południowej strony (czyli od strony bazy RAFu, ha!) jest dróżka, tuż przy jeziorze. A tablica… okazało się, że na tablicy jest napisane, że ta kara to za śmiecenie… hahaha, paniki nasiałam, ale przynajmniej mieliśmy już swoją dzisiejszą przygodę – każdego dnia jakaś musi być! 😀

Jeśli chodzi o śmiecenie, to jestem w szoku, jaki Cypr jest czysty. Śmieci są, ale bardzo mało, jak na kraj tak bliski Grecji. Pewnie właśnie dlatego, że te kary są egzekwowane. I bardzo dobrze, tak powinno być w każdym kraju!

slone jezioro akrotiri cypr
jeszcze kawałek i byłby zonk… / a few more meters and we would be stuck…

.